Adwokat Liwei Cai miał przyjemność udzielić wywiadu dla Podkarpackiego Kwartalnika Adwokackiego nr 23, gdzie podzielił się doświadczeniami z pracy na styku kultur i systemów prawnych Europy oraz Azji. W rozmowie przedstawiał specyfikę wykonywania zawodu prawnika zagranicznego w Polsce, różnice i podobieństwa między chińskim a polskim systemem prawa, oraz podzielił się swoimi poglądami spostrzeżeniami na temat wyzwań, jakie niesie praktyka międzynarodowa w dynamicznie zmieniającym się świecie. To inspirująca opowieść o odpowiedzialności, pokorze wobec prawa i przekonaniu, że fundamentalne wartości można odkryć wszędzie – niezależnie od systemu prawnego czy szerokości geograficznej. Zapraszamy do lektury!

Yunxi Shuai: Jest Pan jedynym prawnikiem i adwokatem zagranicznym z Chin wpisanym na listę prawników zagranicznych w Polsce. Jak postrzega Pan przepisy dotyczące wykonywania zawodu prawnika przez cudzoziemców w naszym kraju?

Liwei Cai: Szczerze mówiąc, nie odczuwam wyraźnie ograniczeń dla chińskich adwokatów. W tym zakresie skupiam się na doradzaniu polskim przedsiębiorcom w zakresie prawa chińskiego oraz tłumaczeniu chińskim podmiotom polskiej specyfiki prawnej. Uważam jednak, że Polska stworzyła już solidne podstawy w tym zakresie, ponieważ dopuszcza wykonywanie zawodu prawnika przez obcokrajowców, a właściwie przez zagranicznych prawników zarejestrowanych w Polsce. Rozumiem, że takie praktyki występują też w innych regionach świata. Co ciekawe, chińskie i polskie zasady etyki adwokackiej są zbliżone.

Y.S.: Pamiętam, jak wiele pojawiało się pytań dotyczących zasad pracy prawników zagranicznych, na przykład kwestii występowania w sprawach z udziałem tłumacza przysięgłego. Jak Pan to dziś postrzega? Czy te przepisy są, Pana zdaniem, adekwatne do rzeczywistości.

L.C.: Uważam, że wprowadzenie systemu tłumaczy przysięgłych przyczynia się do utrzymania poczucia sprawiedliwości prawnej, efektywnego funkcjonowania systemu sądownictwa, a także poprawia wizerunek wymiaru sprawiedliwości. Najważniejsze jednak, że umożliwia wyeliminowanie bariery językowej. Współcześnie wydaje się ona wręcz anachronizmem. Międzynarodowa wymiana gospodarcza odbywa się w oparciu o różne systemy prawne. Komparatystyka prawnicza staje się więc codziennością wielu adwokatów. Z mojego osobistego doświadczenia wynika, że zarówno w sprawach obecnych klientów z Chin, jak i w innych znanych mi przypadkach, współpraca z tłumaczami przysięgłymi jest oceniana bardzo pozytywnie.

Y.S.: W polskim systemie prawnym cudzoziemcy napotykają liczne ograniczenia w wykonywaniu zawodu prawnika. Jak w tym kontekście wyglądają chińskie regulacje dotyczące zagranicznych prawników? Czy prawo chińskie dopuszcza ich praktykę, a jeśli tak, to na jakich
zasadach?

L.C.: Chiny od dawna pozwalają na tworzenie stałych przedstawicielstw przez zagraniczne kancelarie. Jednak chińska polityka w tej sprawie jest bardzo restrykcyjna. Do tej pory żadna polska kancelaria nie ma takiego przedstawicielstwa w Chinach. Proces zakładania przedstawicielstwa jest bardzo długotrwały. Po pierwsze, Ministerstwo Sprawiedliwości ChRL pełni funkcję ostatecznego organu zatwierdzającego tworzenie przedstawicielstw, a standardy w tym zakresie są wyjątkowo rygorystyczne. Aspekt ten regulują szczegółowe przepisy o zarządzaniu przedstawicielstwami zagranicznych kancelarii prawnych działających na terytorium Chin, jest też udostępniona odpowiednia dokumentacja związana z tym procesem. Ponadto na oficjalnej stronie internetowej chińskiego rządu można zapoznać się z kompleksowym wykazem wszystkich zagranicznych kancelarii prawnych zarejestrowanych w Chinach. Po drugie, przedstawicielstwa zagranicznych kancelarii prawnych w Chinach nie są uprawnione do interpretowania ani stosowania chińskiego prawa na terenie Chin. Nawet jeśli jesteś chińskim prawnikiem pracującym w takim biurze, nie możesz działać w charakterze prawnika specjalizującego się w prawie chińskim. Na przykład, jeśli pracujesz na rzecz polskiego biura przedstawicielskiego, możesz interpretować wyłącznie prawo polskie.

Y.S.: Panie Mecenasie, od lat zajmuje się Pan relacjami między Chinami a Europą, także Polską. Jakie widzi Pan najistotniejsze różnice między chińskim a polskim systemem prawnym – nie w przepisach, ale w sposobie ich stosowania, w mentalności prawników, czy w podejściu do klienta?

L.C.: Uważam, że główne różnice dotyczą sposobu wdrażania prawa i filozofii świadczenia usług. Same systemy prawne nie różnią się tak bardzo. Znaczna część podstawowej edukacji praktykujących prawników wywodzi się z tradycyjnego systemu prawa rzymskiego. Jednak z perspektywy historii legislacyjnej, Chiny zaczęły szeroko stosować japońskie instytucje prawne od końca dynastii Qing. Japonia z kolei czerpała w dużej mierze z Niemiec, włączając jednocześnie elementy amerykańskiego systemu prawnego. Po utworzeniu Chińskiej Republiki Ludowej, zwłaszcza pod koniec lat 70. i na początku lat 80., Chiny ponownie ustanowiły swój system prawny. Zasadniczo jest to skodyfikowane prawo oparte o tradycje rzymskie i znajduje liczne analogie w systemie kontynentalnym.

Y.S.: Ukończył Pan studia na Uniwersytecie Fudan – jednej z najbardziej prestiżowych uczelni w Chinach. Jakie elementy tamtejszego programu prawniczego uważa Pan za najbardziej wartościowe z perspektywy późniejszej praktyki?

L.C.: Moje główne zainteresowania naukowe obejmują historię chińskich systemów prawnych, filozofię prawa, prawo konstytucyjne i administracyjne oraz prawo karne. Uniwersytet Fudan jest uczelnią kompleksową, obejmującą zarówno nauki humanistyczne, jak i ścisłe, co oznacza, że możemy pochwalić się wyjątkowo wybitnymi profesorami w dziedzinach, takich jak historia chińskich systemów prawnych i prawoznawstwo. Dla mnie, jako praktykującego adwokata, wykształcenie akademickie i intelektualne, zdobyte dzięki tym przedmiotom, okazało się znacznie bardziej wpływowe niż podręczniki prawnicze z czasów studenckich. To właśnie te dyscypliny ukształtowały konkretne zmiany w wielu gałęziach systemu prawnego.

Y.S.: Jest Pan również absolwentem Szkoły Prawa Uniwersytetu Yale. Co najbardziej zapadło Panu w pamięć z tego okresu? Czy studia w USA zmieniły Pana spojrzenie na prawo lub sposób jego praktykowania?

L.C.: Program stypendialny, w którym brałem udział, nazywał się Fox International Fellowship. W ramach tego programu co roku wybierano jedną osobę z Uniwersytetu Fudan, Uniwersytetu Tokijskiego, Uniwersytetu Cambridge i Uniwersytetu Berlińskiego, która uczestniczyła w wymianie studenckiej z Uniwersytetem Yale. Jeden z nas wyjeżdżał do Yale, a w zamian jeden ze studentów Yale miał możliwość studiowania na Fudan. W trakcie pobytu w USA dane było mi pełnić funkcję asystenta Pani Sędzi Federalnej Ann Aldrich. Dało mi to możliwość zapoznania się z licznymi aktami spraw i prowadzenia obszernych dyskusji zarówno z nią, jak i jej innymi asystentami.
Szczególnie zapadła mi w pamięć jedna wigilijna noc: pracowała do trzeciej nad ranem, mimo że miała już prawie osiemdziesiąt lat. Kiedy zapytałem, dlaczego pracuje w Wigilię, odpowiedziała, że jeśli nie wyda nakazu teraz, wiele osób obudzi się rano i odkryje, że ich domy zostały przejęte w wyniku egzekucji hipoteki, pozostawiając ich w Boże Narodzenie bez dachu nad głową. Osoby takie jak Pani Sędzia Ann Aldrich są niezwykle rzadkie. Dała mi ona niezwykle żywy przykład tego, jakich wyżyn może sięgnąć prawnik.

Y.S.: Co było dla Pana największym wyzwaniem, a co największym odkryciem?

L.C.: Największym wyzwaniem było dla mnie uświadomienie sobie, że wiedza prawnicza zdobyta przeze mnie w Chinach – w Ameryce miała niewielkie znaczenie (z uwagi na różnice systemowe). Jak wspomniałem wcześniej, próbowaliśmy szybko przyswoić systemy prawne i ustawy, które były skutecznie stosowane na Zachodzie od wieków. Stojąc przed profesorami i sędziami w najlepszych amerykańskich szkołach prawniczych, czuliśmy się jak małe dzieci stawiające swoje pierwsze kroki – to przeżycie było dla mnie lekcją prawdziwej pokory. Jednak doświadczenie to uwypukliło mi różne aspekty prawa, filozofii prawa i zawodu prawnika, które moim zdaniem zasługują na refleksję zarówno wśród dzisiejszych studentów prawa, praktykujących adwokatów, ustawodawców, jak i sędziów. W tym kontekście, jak wcześniej wspomniałem, profesjonalizm Pani Sędzi Aldrich nie pozostawiał wątpliwości i budzi mój podziw do dziś.

Y.S.: Czy zetknięcie z amerykańskim sposobem myślenia o prawie pomogło Panu w późniejszej pracy z klientami europejskimi i chińskimi?

L.C.: Było to niezwykle pomocne. Towarzyszyłem Pani Sędzi Ann Aldrich w jej pracy w Federalnym Sądzie Okręgowym i Sądzie Apelacyjnym. Wraz z nią odwiedziliśmy Sąd Najwyższy i Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, podróżując do różnych części świata, w tym na Kajmany. Doświadczenie to pozwoliło mi zapoznać się z systemami prawnymi, polityką i etyką zawodową prawników zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Brałem osobisty udział w wielu projektach prawnych w Europie, Stanach Zjednoczonych, na Bliskim Wschodzie i w Azji Południowo-Wschodniej, w tym w dużych transakcjach, przejęciach i inwestycjach. Niezależnie od tego, czy współpracowałem z prawnikami arabskimi, polskimi czy amerykańskimi, mimo że nasze języki i kodeksy prawne nie są całkowicie spójne – nigdy nie uważałem komunikacji, zrozumienia czy budowania konsensusu za bariery nie do pokonania. Z perspektywy wielu przedsiębiorstw, a także polityków, jednym z kluczowych czynników jest zysk. Jednak równie istotne jest, czy można to w jak największym stopniu połączyć lub zharmonizować z wartościami etycznymi. W końcu nie żyjemy tylko po to, aby zarabiać pieniądze, ale także by doświadczać udziału w ciekawych projektach i tworzyć wartość dodaną dla społeczeństw w których żyjemy.

Y.S.: Na co dzień działa Pan na styku wielu kultur prawnych. Jak radzi Pan sobie z różnicami w komunikacji i oczekiwaniach klientów z różnych krajów?

L.C.: Wszyscy klienci i zainteresowane strony oczekują od adwokata przede wszystkim zaangażowania i lojalności wobec ich interesów. Oznacza to, że musisz wykazać się odpowiednią uczciwością i profesjonalizmem zawodowym. Gdy klient zaufa adwokatowi, poznając nie tylko jego rzetelność, ale także merytoryczne przygotowanie do współpracy, to jest wiedzę specjalistyczną w swojej dziedzinie – otwiera to niezliczone możliwości. Równie ważne jest jednak zrozumienie przez prawnika branży klienta, środowiska społecznego, ram regulacyjnych, partnerów biznesowych czy nawet otoczenia konkurencyjnego. Zawsze należy jednak pamiętać, że wykonujemy zawód zaufania publicznego i musimy dołożyć wszelkich starań, aby nasz klient w możliwie wysokim stopniu rozumiał swoją sytuację faktyczną i wynikające z niej konsekwencje prawne.

Y.S.: Czy spotkał się Pan z sytuacjami, w których te kulturowe różnice doprowadziły do zabawnych lub zaskakujących nieporozumień, takich, które dziś wspomina Pan z uśmiechem?

L.C.: Zbyt często. Oczywiście, w większości przypadków nie był to powód do uśmiechu, ale raczej uświadomienia sobie, jak płytkie było moje zrozumienie i jak wiele jeszcze muszę się nauczyć. Spotkałem się z tym na całym świecie. Jednak zdecydowana większość obcokrajowców, z którymi miałem kontakt – w tym mieszkańcy Bliskiego Wschodu, Ameryki, Polski, Pakistanu i innych krajów – była niezwykle tolerancyjna. Nie uważam, że zasługuję na taką tolerancję, ale tak właśnie było. Chociaż wiele osób obawia się, że różnice kulturowe mogą prowadzić do konsekwencji, szczerze mówiąc, sam nie spotkałem się z wieloma negatywnymi skutkami. Czasami ktoś zwróci uwagę, że coś jest nie tak, ale zawsze jest to robione w dobrej wierze, często wręcz w formie żartu.

Y.S.: W jakim kierunku, Pana zdaniem, zmierza prawo międzynarodowe i inwestycyjne, zwłaszcza w kontekście rosnącej roli Chin w światowej gospodarce?

L.C.: To jest bardzo kontrowersyjna kwestia. Dostrzegam obie strony: po pierwsze, tzw. procesy globalizacji są poważnie zakłócane, co prowadzi do deglobalizacji, a po drugie – bez globalizacji nie mamy szans ani na rozwój gospodarczy i technologiczny, ani nawet na utrzymanie pokoju. Moim zdaniem, największym wyzwaniem jest dzisiaj próba poszukiwania na nowo formuły międzynarodowej współpracy opartej o egzekwowalne prawo międzynarodowe. Wydaje mi się, że potrzebujemy w tym zakresie odnowienia wzajemnych relacji, ustanowienia nowych kompromisów i skupienia się na wspólnym, międzynarodowym rozwoju technologicznym.

Y.S.: Jakie wartości uważa Pan za najważniejsze w pracy prawnika, niezależnie od kraju, w którym się ją wykonuje?

L.C.: Bez wątpienia najważniejsza jest etyka zawodowa. Wymaga ona, byś był lojalny wobec klienta, ale w wielu przypadkach również wobec prawa i własnych wartości, ponieważ adwokat nie jest – jak mawiają czasem w krajach anglosaskich – psem stróżującym. Prawnik musi mieć swój własny, niezależny system wartości. Fakt, że jesteś moim klientem i płacisz wynagrodzenie nie oznacza, że mam obowiązek bezrefleksyjnie spełniać każdą sugestię. Nie zgadzam się z takimi wartościami, nie robię tego. Jednak, jeśli klient podnosi rozsądne i zgodne z prawem żądania, adwokat powinien dołożyć wszelkich starań, aby je spełnić. Uważam, że jest to najbardziej fundamentalna zasada.

Y.S.: A z bardziej osobistej perspektywy, co daje Panu największą satysfakcję w pracy? Chwile, gdy uda się wygrać sprawę, czy raczej te, gdy można realnie pomóc ludziom porozumieć się ponad granicami?

L.C.: Oczywiście to drugie. Największy sukces prawnika polega na tym, by zapewnić sukces nie tylko dla klienta, ale grupy, którą reprezentuje, a nawet państwa. Właśnie dlatego poświęcamy tyle czasu i wysiłku na handel, inwestycje i rozwiązywanie sporów między Chinami a Polską. Jak powiedziała kiedyś pierwsza dama Eleanor Roosevelt: pokój międzynarodowy i światowy nigdy nie jest sprawą jednej osoby, partii czy państwa – wymaga zaangażowania wszystkich. Jasne jest, że gdy mówię o tym jako prawnik, może to brzmieć nieco abstrakcyjnie, ale zawsze staram się połączyć moją pracę prawniczą z tymi wartościami. Nie mógłbym wykonywać zawodu prawnika wbrew moim wartościom moralnym.

Y.S.: W Polsce funkcjonują samorządy zawodowe, takie jak rady adwokackie. Jak wygląda chiński odpowiednik tych instytucji i jaka jest jego rola w nadzorze nad wykonywaniem zawodu prawnika?

L.C.: W każdej prowincji w Chinach działa stowarzyszenie adwokackie, a na poziomie ogólnokrajowym istnieje Krajowa Izba Adwokacka. Stowarzyszenie Adwokackie w Szanghaju jest samo w sobie dużą instytucją, gdyż tylko w Szanghaju jest ponad 40 tys. adwokatów, co jest porównywalne z całkowitą liczbą adwokatów w Polsce. Stowarzyszenie Adwokackie w Szanghaju posiada wiele komisji i jest instytucją o wysokim stopniu specjalizacji. Można je w mojej opinii porównać do polskiej Izby Adwokackiej. Jestem członkiem Komisji ds. Oceny i Zarządzania Aplikantami. Komisja ta zajmuje się nadzorowaniem wewnętrznego zarządzania i szkoleń w kancelariach prawnych, w tym rozwoju aplikantów. Zapewniamy kursy, a w szczególnych przypadkach sprawujemy nadzór. Ponadto jestem członkiem Komisji ds. Inwestycji Międzynarodowych i inicjatywy „Jeden Pas, Jedna Droga”. Organizujemy wiele wydarzeń, w tym wykłady. Ja sam przeprowadziłem w Stowarzyszeniu Adwokackim w Szanghaju wykład o Polsce, jej społeczeństwie i systemie prawnym. Organizujemy również wymianę krajową i międzynarodową, na przykład w marcu odwiedziliśmy Laos, Wietnam i Indonezję, gdzie odbywały się spotkania z lokalnymi stowarzyszeniami adwokackimi, kancelariami prawnymi i przedsiębiorstwami.

Y.S.: Jak w Chinach regulowane są standardy etyczne oraz odpowiedzialność dyscyplinarna prawników?

L.C.: Szanghajskie Stowarzyszenie Adwokatów ma Komisję Oceniającą i Komisję Dyscyplinarną. Na przykład: wszelkie skargi adresowane do Stowarzyszenia Adwokatów w Szanghaju są rozpatrywane w oparciu o odpowiednie regulacje, podobnie jak ma to miejsce w Polsce w przypadku samorządu adwokackiego. Do prowadzenia postępowania wyjaśniającego są przydzielani specjalni śledczy, będący doświadczonymi adwokatami. Raporty śledcze są oceniane przez komisje, które decydują o tym, czy wystąpiły naruszenia. Dlatego adwokaci muszą być bardzo ostrożni w kwestiach etyki zawodowej i zgodności z prawem. W przypadku naruszeń, konsekwencje obejmują środki dyscyplinarne, począwszy od udzielenia ostrzeżenia po cofnięcie licencji. Podejście w Chinach do zasad etyki adwokackiej jest bardzo surowe i nastawione jest na ochronę dobrego imienia całej korporacji.

Y.S.: Czy proces uzyskiwania uprawnień zawodowych w Chinach ma cechy zbliżone do aplikacji adwokackiej w Polsce, czy przebiega w odmienny sposób?

L.C.: Istnieją podobieństwa: musisz zdać egzamin prawny na poziomie państwowym, uzyskać kwalifikacje, odbyć aplikację, a po jej ukończeniu – zdać egzamin końcowy, by otrzymać uprawnienia zawodowe. Jak wspomniałem, ja sam jestem członkiem komisji oceniającej i brałem udział w ocenie ostatniego egzaminu dla aplikantów. To jest bardzo zorganizowany proces. Różnica polega jednak na tym, że w Polsce aplikacja trwa 3 lata, a w Chinach – 1 rok. W Chinach najtrudniejszym może być pierwszy egzamin prawny, a nie egzamin końcowy. Ale to zależy od sytuacji – niektórzy egzaminatorzy mogą być bardziej wymagający, inni – mniej.

Y.S.: Słyszałam, że interesuje się Pan kaligrafią i muzyką. Czy pasje pomagają Panu w pracy, może uczą cierpliwości, precyzji, spokoju?

L.C.: Bardzo lubię kaligrafię chińską, ponieważ nie jest jedynie kwestią techniki; obejmuje ona cały system filozofii życia i wartości. Za każdym razem, gdy ćwiczysz kaligrafię, czujesz, że nie masz do czynienia jedynie z obrazem, ale z żywą osobą sprzed stu lub tysiąca lat. Za każdym razem, gdy piszę, wyraźnie wyobrażam sobie stan umysłu, w jakim artyści tworzyli swoje dzieła. Być może moje postrzeganie jest błędne, ale to, co widzę, to nie tylko znaki, ale historia cywilizacji. Takie podejście ma głębokie zakorzenienie w tradycji konfucjańskiej. Muzyka była moją życiową pasją; byłem członkiem chóru zarówno w szkole średniej, jak i na uniwersytecie. Jednak kaligrafia i muzyka mają wspólny mianownik. Uważam, że każdy, kto kocha muzykę, jest niewątpliwie poruszony kwestiami humanistycznymi. To naprawdę pomogło mi zrozumieć obce kultury, czy to w Ameryce, czy w Polsce. Nie jestem osobą szczególnie utylitarną; zajmuję się czymś nie ze względu na jego praktyczność, ale dlatego, że naprawdę to cenię. Jednak muzyka jest bez wątpienia niezwykle użytecznym narzędziem komunikacji, pozwalającym mi zrozumieć, docenić i nawiązać kontakt z poszczególnymi osobami, regionami, narodami i państwami.

Y.S.: Jaką radę dałby Pan młodym prawnikom, którzy marzą o studiach za granicą lub o karierze międzynarodowej, ale czują, że to zbyt trudna droga?

L.C.: Nie każdy powinien to robić. Nie każdy adwokat może stać się prawnikiem międzynarodowym, a szybko nim zostać się nie da się tylko z uwagi na chęci. Potrzebne są pewne wrodzone predyspozycje, odpowiednie przygotowanie i wartości. Szczerze mówiąc, zostanie prawnikiem międzynarodowym niekoniecznie jest najsłuszniejszym wyborem, ani najwygodniejszą opcją np. w przypadku posiadania rodziny. Dla wielu same loty międzynarodowe już są koszmarem. W ciągu ostatniego roku okrążyłem glob pięć razy. Jednak dla mnie wejście na pokład samolotu pozostaje całkowicie relaksującym i radosnym doświadczeniem. Musisz więc mieć szczególne cechy osobowości, które pozwolą na wykonywanie w ten sposób zawodu przez znaczą część kariery zawodowej, długo po tym, kiedy doświadczanie przygody, towarzyszące poznawaniu nowych miejsc i ludzi, przestanie przysłaniać trudności i zmęczenie wynikające chociażby z logistyki, zmian stref czasowych itd. Co więcej, z punktu widzenia wartości, odnajduję rezonans w konfucjańskiej koncepcji „Wielkiej Harmonii” – idei, że fundamentalne wartości, estetykę i wspólne cechy ludzkie można odkryć wszędzie. Dla młodych prawników jest to kwestia osobistego wyboru i predyspozycji.

Y.S.: Na zakończenie: jakie cele i priorytety wyznacza sobie Pan obecnie w życiu zawodowym oraz prywatnym? Czy jest to przede wszystkim dalszy rozwój zawodowy, nowe wyzwania, czy może większa równowaga i stabilizacja?

L.C.: Dla mnie stabilność to po prostu pojęcie względne. Towarzyszy mi poczucie dynamiczności otaczającego świata. Mogę spokojnie spędzić cały dzień w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, bardzo lubię to uczucie zanurzenia się czyichś myślach oddanych w książkach. W Chinach, gdy mam wybór, często wybieram spędzenie czasu w muzeum lub bibliotece. Moi polscy współpracownicy r.pr. K. Biernat i adw. Ł. Kossacki-Lytwyn podzielają ten sposób myślenia o odpoczynku. To nas zresztą silnie łączy i pozwala lepiej się nawzajem rozumieć. Często dyskutujemy o kulturze, literaturze czy historii, czasami do późnej nocy. Nie oznacza to jednak, że jestem zadowolony ze stania w miejscu lub niechętny do zmian. Mam wiele marzeń, które staram się realizować. Głównym celem mojego życia i pracy nie jest to, ile osobiście osiągam, ale raczej zmiany, które wynikają z mojego zaangażowania – czy to w moim zespole, wśród moich kolegów, w moim zawodzie, czy też wśród klientów, którym służę. Dlatego zachęcam moich kolegów do samodzielności, by byli dojrzałymi, pewniejszymi, a także szczęśliwszymi adwokatami. Mam jasno określony kierunek działania, więc nie martwię się poświęceniami, które dla wielu innych są priorytetem – takimi jak rezygnacja z czasu wolnego, czasu spędzanego z rodziną lub kontaktów towarzyskich. Dla mnie praca często stanowi ulubione zajęcie. Czerpię ogromną przyjemność z wykonywania swojego zawodu, cenię moich partnerów i darzę głębokim szacunkiem wielu klientów. Chociaż europejscy adwokaci często kładą nacisk na równowagę między życiem zawodowym a prywatnym, dla mnie osiągnięcie tej równowagi nie jest proste. Gdyby moja praca i życie osobiste kiedykolwiek znalazły się w dramatycznym konflikcie – na przykład gdyby mój ojciec zachorował i potrzebował opieki szpitalnej – bez wątpienia rzuciłbym wszystko, aby być przy nim. Ale gdyby stanął przede mną wybór między podróżą służbową do Polski i pracą z kolegami a pozostaniem w Szanghaju, aby grać w golfa, pić w barach lub łowić ryby, bez wątpienia wybrałbym to pierwsze. Często publikuję posty na WeChacie, nie po to, aby się chwalić, ale żeby ludzie zrozumieli, jak tu żyję i dlaczego tak bardzo cenię to miejsce. Dzielę się również moimi doświadczeniami z dziećmi i rodziną, opowiadając im różne obserwacje. Moja rodzina nie zna szczegółów mojej pracy w obsłudze klienta ani jej dokładnego charakteru, ale wie o ludziach, których tu spotykam, historiach, które słyszę, obrazach, które oglądam. Dotyczy to również sytuacji, gdy moi polscy koledzy przyjeżdżają do Chin zawsze organizuję spotkanie, aby poznali się z moimi dziećmi. Wszyscy świetnie się dogadują. Moje dzieci coraz bardziej lubią Polskę i dzięki mnie bardzo się nią interesują. Nie uważam tego za nieunikniony konflikt. Czasami dzieci (szczególnie już dojrzałe) nie potrzebują, aby ojciec był z nimi codziennie; potrzebują kogoś, kto pokaże im, jak może wyglądać życie, jakie istnieją możliwości. Pod tym względem uważam, że odniosłem sukces.

Y.S.: Bardzo dziękuję za spotkanie i ciekawą, inspirującą rozmowę.